start
na początek
kwietnia 07, 2016
Dzień
jest dobry, to przede wszystkim.
Stoję
w kołyszącym się autobusie. Jestem nieco zdziwiona, bo nie
spodziewałam się aż takiego tłumu o godzinie 9:30. Jadę na
dworzec kolejowy na Dworcu Zachodnim. Na dworze świeci piękne
słońce, niedzielny ranek rozpoczyna się wręcz rozkosznie. Nie
mogę się doczekać, gdy wreszcie wysiądę, przejdę kilkaset
metrów i wkroczę na odpowiedni peron. Potem znów przesiądę się,
ale do pociągu. I do nie byle jakiego miejsca, bo do ŁODZI.
Obejmuje
mnie jego ciepłe ramie. Słońce doświetla moją i tak już
rozpromienioną twarz. I nijak nie pomaga przyjemny wiatr, który
wdziera się do zamkniętego przedziału. Jest po prostu gorąco,
czuje się je w powietrzu, na ciele, w głowie. Temperatura szaleje,
zaczyna się wreszcie wiosna!
W
pociągu nie ma zbyt wielu podróżujących - jeden przedział na
osobę. My jedziemy we dwójkę. Zachowuję się jak mała
dziewczynka, która bardzo rzadko ma okazję podróżować pociągiem.
Trochę w tym prawdy jednak jest, bo zdecydowanie częściej poruszam
się autem, autobusem, a nawet i tramwajem. Kolej, choć jest obecna
w moim życiu - mieszkam dosłownie 300m od nasypu - wciąż jednak
jest spychana na drugi, a nawet i na trzeci plan.
Widzew.
Trochę smutny, trochę jakby opustoszały. Przywitał nas w to
niedzielne, leniwe popołudnie ciepłym powiewem ze wschodnich
obrzeży miasta. Przyjechaliśmy, by odkryć miasto. Chcieliśmy
przejechać się komunikacją miejską, dotrzeć tam, gdzie jeszcze
nie był nikt*!
Wsiedliśmy
w tramwaj. Naprawdę, to było niesamowite przeżycie. Wyobraźcie
sobie, że jedziecie taką prawdziwą kolejką górską. Potem
dodajcie trochę stopni Celsjusza, wrzućcie do pomieszczenia więcej
ludzi i przenieście akcję do miasta. Ta dam, łódzki, nagrzany
tramwaj linii 8 jest gotowy do odjazdu!
Po
chwili wsiada do niego dziewczyna. Może reprezentuje którąś z
łódzkich klas maturalnych, a może to jeszcze gimnazjum. Nie umiem
oszacować wieku, bo oczy skrywa za ogromnymi okularami a la mucha,
a bujne włosie okala jej jeszcze pyzatą buzię. Patrzę na mojego
kompana, on patrzy na mnie. Chwila ciszy między nami, ale nie w
tramwaju. Przez chwilę myślałam, że nieznajomej po prostu dzwoni
telefon. Czekam, aż odbierze. Nie odbiera. Nie ma nawet zamiaru
odebrać, bo wcale nie dźwięk jej dzwonka. Trochę szok, trochę
niedowierzanie, ale rzeczywistość (tym razem) nie kłamie.
Wszyscy
pasażerowie słuchają teraz muzyki. Muzyki widać nie byle jakiej,
bo nikomu jej dźwięk nie przeszkadza. Myślę, że może to tutaj
normalne; może ludzie tutaj są wyluzowani, tylko ja z tej Warszawy
przyjechałam i nie wiem, co to spontan, co to zbiorowe delektowanie
się nutami. Przełykam ślinę i wyglądam przez otwarte okno.
Pozwalam, wiatr potargał mi wszystkie włosy na głowie. Nie ma czym
się przejmować, tylko ta gorycz, że nie można... Co nie
można?!, myślę sobie i zaczynam podrygiwać w miejscu w takt
polskiego hip hopu, a może zagranicznego popu. Kto by to teraz
rozpoznał. Poza tym, gatunki ograniczają.
Szybka
przesiadka w tramwaj nr 43, trochę stary, trochę koślawy, ale nie
bardziej niż wyłożone przed nami tory. Dojechaliśmy do
Konstantynowa Łódzkiego oddalonego od Łodzi o dokładne 10 km.
Zdjęcia torów nie mam, ale sam pojazd wyglądał tak:
Wracamy tego samego dnia. Wsiadamy do auta nieznajomej dziewczyny, w którym "pachnie" dymem papierosowym połączonym z cytrynowym odświeżaczem powietrza. Dlaczego
zabawiam Was tak - być może - przydługim wstępem? Odpowiedź jest
prosta, to było dopiero tzw. intro do głównej części,
czyli manifestu/idei/myśli przewodniej/koncepcji.
WIĘCEJ
Od
zawsze marzyłam o czymś ponad, tylko nie umiałam się do tego
zabrać, wprowadzić w życie. Cóż, może i nadal nie umiem, ale
dzisiaj jest to już zupełnie inny stan. Dzisiaj już mam gdzieś
czy rzeczywiście nie umiem, czy to tylko urojenie w mojej głowie.
Kogo to obchodzi? Liczy się przecież to, co widać. Odrzucam więc
wszystko, co nieistotne. Zapominam o wszystkim, co ogranicza, smuci,
denerwuje i degraduje. Skupiam się na tym, co prawdziwe, wybuchowe,
inspirujące, silne i mobilizujące.
MOCNIEJ
Nie
ma czasu, trzeba działać. Trzeba czuć mocniej, starać się
mocniej, być mocniej. Być tu i teraz, korzystać z tego, co
przynosi nam każdy dzień. Być w jednym miejscu zamiast w trzech
naraz. Skupić się mocniej na tym, na czym nam zależy, a nie
udawać, że ma się pragnienia i marzenia, tylko szczęścia, tego
szczęście brak. Szczęście to my, trzeba w to tylko mocniej
uwierzyć.
BARDZIEJ
Tutaj
mieści się wszystko to, o czym już napisałam i wszystko to, czego
słowami opisać się nie da.
Nie
zdradzam niczego więcej, nie mówię też, co tutaj dokładnie się
znajdzie. Będzie inaczej, to na pewno. Co to znaczy to tajemnicze
inaczej?
Ojj, zobaczycie! :) Decyduję się blogowi przyszyć tylko jedną
łatkę: polski
blog przygodowy, który zaskakuje z każdym wpisem.
I obym się tego trzymała, a jak będzie nudno, statystyki od razu
to wykryją ;)









0 komentarze