na początek

Dzień jest dobry, to przede wszystkim.  

Dzień jest dobry, to przede wszystkim. 

 
Stoję w kołyszącym się autobusie. Jestem nieco zdziwiona, bo nie spodziewałam się aż takiego tłumu o godzinie 9:30. Jadę na dworzec kolejowy na Dworcu Zachodnim. Na dworze świeci piękne słońce, niedzielny ranek rozpoczyna się wręcz rozkosznie. Nie mogę się doczekać, gdy wreszcie wysiądę, przejdę kilkaset metrów i wkroczę na odpowiedni peron. Potem znów przesiądę się, ale do pociągu. I do nie byle jakiego miejsca, bo do ŁODZI.

Obejmuje mnie jego ciepłe ramie. Słońce doświetla moją i tak już rozpromienioną twarz. I nijak nie pomaga przyjemny wiatr, który wdziera się do zamkniętego przedziału. Jest po prostu gorąco, czuje się je w powietrzu, na ciele, w głowie. Temperatura szaleje, zaczyna się wreszcie wiosna!

W pociągu nie ma zbyt wielu podróżujących - jeden przedział na osobę. My jedziemy we dwójkę. Zachowuję się jak mała dziewczynka, która bardzo rzadko ma okazję podróżować pociągiem. Trochę w tym prawdy jednak jest, bo zdecydowanie częściej poruszam się autem, autobusem, a nawet i tramwajem. Kolej, choć jest obecna w moim życiu - mieszkam dosłownie 300m od nasypu - wciąż jednak jest spychana na drugi, a nawet i na trzeci plan.

Widzew. Trochę smutny, trochę jakby opustoszały. Przywitał nas w to niedzielne, leniwe popołudnie ciepłym powiewem ze wschodnich obrzeży miasta. Przyjechaliśmy, by odkryć miasto. Chcieliśmy przejechać się komunikacją miejską, dotrzeć tam, gdzie jeszcze nie był nikt*!

Wsiedliśmy w tramwaj. Naprawdę, to było niesamowite przeżycie. Wyobraźcie sobie, że jedziecie taką prawdziwą kolejką górską. Potem dodajcie trochę stopni Celsjusza, wrzućcie do pomieszczenia więcej ludzi i przenieście akcję do miasta. Ta dam, łódzki, nagrzany tramwaj linii 8 jest gotowy do odjazdu!
Po chwili wsiada do niego dziewczyna. Może reprezentuje którąś z łódzkich klas maturalnych, a może to jeszcze gimnazjum. Nie umiem oszacować wieku, bo oczy skrywa za ogromnymi okularami a la mucha, a bujne włosie okala jej jeszcze pyzatą buzię. Patrzę na mojego kompana, on patrzy na mnie. Chwila ciszy między nami, ale nie w tramwaju. Przez chwilę myślałam, że nieznajomej po prostu dzwoni telefon. Czekam, aż odbierze. Nie odbiera. Nie ma nawet zamiaru odebrać, bo wcale nie dźwięk jej dzwonka. Trochę szok, trochę niedowierzanie, ale rzeczywistość (tym razem) nie kłamie.

Wszyscy pasażerowie słuchają teraz muzyki. Muzyki widać nie byle jakiej, bo nikomu jej dźwięk nie przeszkadza. Myślę, że może to tutaj normalne; może ludzie tutaj są wyluzowani, tylko ja z tej Warszawy przyjechałam i nie wiem, co to spontan, co to zbiorowe delektowanie się nutami. Przełykam ślinę i wyglądam przez otwarte okno. Pozwalam, wiatr potargał mi wszystkie włosy na głowie. Nie ma czym się przejmować, tylko ta gorycz, że nie można... Co nie można?!, myślę sobie i zaczynam podrygiwać w miejscu w takt polskiego hip hopu, a może zagranicznego popu. Kto by to teraz rozpoznał. Poza tym, gatunki ograniczają.

Szybka przesiadka w tramwaj nr 43, trochę stary, trochę koślawy, ale nie bardziej niż wyłożone przed nami tory. Dojechaliśmy do Konstantynowa Łódzkiego oddalonego od Łodzi o dokładne 10 km. Zdjęcia torów nie mam, ale sam pojazd wyglądał tak:



Wracamy tego samego dnia. Wsiadamy do auta nieznajomej dziewczyny, w którym "pachnie" dymem papierosowym połączonym z cytrynowym odświeżaczem powietrza. Dlaczego zabawiam Was tak - być może - przydługim wstępem? Odpowiedź jest prosta, to było dopiero tzw. intro do głównej części, czyli manifestu/idei/myśli przewodniej/koncepcji.

WIĘCEJ 
Od zawsze marzyłam o czymś ponad, tylko nie umiałam się do tego zabrać, wprowadzić w życie. Cóż, może i nadal nie umiem, ale dzisiaj jest to już zupełnie inny stan. Dzisiaj już mam gdzieś czy rzeczywiście nie umiem, czy to tylko urojenie w mojej głowie. Kogo to obchodzi? Liczy się przecież to, co widać. Odrzucam więc wszystko, co nieistotne. Zapominam o wszystkim, co ogranicza, smuci, denerwuje i degraduje. Skupiam się na tym, co prawdziwe, wybuchowe, inspirujące, silne i mobilizujące. 
 
MOCNIEJ
Nie ma czasu, trzeba działać. Trzeba czuć mocniej, starać się mocniej, być mocniej. Być tu i teraz, korzystać z tego, co przynosi nam każdy dzień. Być w jednym miejscu zamiast w trzech naraz. Skupić się mocniej na tym, na czym nam zależy, a nie udawać, że ma się pragnienia i marzenia, tylko szczęścia, tego szczęście brak. Szczęście to my, trzeba w to tylko mocniej uwierzyć. 

BARDZIEJ 
Tutaj mieści się wszystko to, o czym już napisałam i wszystko to, czego słowami opisać się nie da. 

Nie zdradzam niczego więcej, nie mówię też, co tutaj dokładnie się znajdzie. Będzie inaczej, to na pewno. Co to znaczy to tajemnicze inaczej? Ojj, zobaczycie! :) Decyduję się blogowi przyszyć tylko jedną łatkę: polski blog przygodowy, który zaskakuje z każdym wpisem. I obym się tego trzymała, a jak będzie nudno, statystyki od razu to wykryją ;) 


You Might Also Like

0 komentarze