o tym, jak pomoc może zrodzić problemy

Jadę autobusem linii 517 w stronę centrum Warszawy. Jadę, jak połowa Włoch, a być może i cały Ursus, plus trochę Piastowa i Pruszkowa...


Jadę autobusem linii 517 w stronę centrum Warszawy. Jadę, jak połowa Włoch, a być może i cały Ursus, plus trochę Piastowa i Pruszkowa. Wszyscy zmierzamy w stronę wielkich biurowców i oazy życia. Jedni robią to spokojniej, z większą kulturą, inni natomiast zajeżdżają sobie wzajemnie drogę i trąbią z nadzieją, że cały sznurek aut z pokorą rozstąpi się przed ich donośnym klaksonem. Dzień jak co dzień w Alejach. 



Z trudem dobijamy na przystanek "Dworzec Zachodni. West railway station". Komora maszyny losującej jest pusta. Następuje zwolnienie blokady. Spora część podróżnych wysiada z autobusu, inna część się do niego zawzięcie wpycha. Weszli wszyscy, którzy chcieli, drzwi zamykają się, ale wtem...

Do ostatnich wrót maszyny linii pośpiesznej 517 dobiega młoda dziewczyna. Odruchowo przyduszam przycisk otwarcia drzwi, bo wiem, jaki to ból, gdy coś ci odjedzie sprzed nosa. Słyszę, że nieznajoma krzyczy coś w ciemną przestrzeń przystanka. W końcu widzę, jak do środka autobusu wskakują dwie, młode dziewczyny: zdyszane, ciepło ubrane i na pewno jakieś takie ucieszone.

Myślę sobie, że fajnie - otworzyłam im drzwi, których kierowca jeszcze nie zablokował. Brawo za dobre serce dla mnie i dla kierowcy. Jedziemy dalej. One jakby mniej radosne, bo widzą zbliżający się korek na Wawelskiej, co jest zupełną normą, ale...

Przystanek Hala Kopińska przynosi im otrzeźwienie. Jedna z kobiet wykrzykuje, pyta w popłochu swoją rozmówczynię, gdzie jest tamtej duża walizka. Nikt nic nie wie, jak to zwykle u nas bywa, w sprawie dziecka piętro wyżej.
Kobieta wciąż jednak pozostaje podminowana. Zaczyna krzyczeć, że została, walizka została. Na dworcu, sama jedna, ona musi przecież po nią jechać. Wysiada, ktoś z oddali się lekko śmieje, ale to może koty w internecie albo nowe pomysły rządu.

Przyjaciółka dzwoni do zapominalskiej w trymiga, zaraz jak autobus ruszy w dalszą trasę. Podpowiada, że może w kiblu została ta walizka, no przecież gdzieś musi być. Radzi, żeby bez nerwów jej szukała, znajdzie się.

Tylko ja mam takie mieszane uczucia: ni to wyrzuty sumienia, ni to głębszą refleksję nad sytuacją. Trochę mi przykro się robi, bo jedno, to jak ci coś sprzed nosa ucieka, a drugie - moment, gdy musisz z czegoś zrezygnować. Smutno mi się robi, że im te drzwi wywalczyłam, bo gdyby nie to, to może by ta walizka nie stała w tej łazienki taka sama, zalana pewnie przy tym wodą i z mydłem, tym różowym mydełkiem skapującym po jej prawym boku. 

 

You Might Also Like

0 komentarze