o życiu
o tym, jak trzy razy rolować i jechać dalej
czerwca 26, 2016
Niemiłosierny żar lał
się z nieba od samego rana. Kobiety miały wreszcie okazję wyjąć
z szaf piękne, zwiewne sukienki i letnie sandały. Mężczyźni, z
przyciemnianymi okularami na nosie, zawładnęli warszawskimi
drogami. Pędzą swoimi kabrioletami wyciągniętymi świeżo z
garażu - nie wiadomo skąd, nie wiadomo dokąd. A pośrodku tego
wszystkiego, na terenie Żoliborza, Centrum Olimpijskie, a tam
temperatury godne Dakaru.
Idziemy w stronę nadmuchanej bramy, którą zdobią loga patronów i sponsorów. Wszędzie dookoła zgiełk, gwar i... ryk przejeżdżających obok maszyn. Wchodzimy właśnie w sam środek nowo powstałego miasteczka, gdy nagle wyprzedza nas motor. Ryczy tuż obok mojego ucha, by za moment zniknąć z pola widzenia. Rozglądam się dookoła, staram się omieść wzrokiem wszystko to, co dzieje się dookoła. Nie sposób. Jest niemiłosiernie gorąco, mózg odmawia posłuszeństwa, ale najlepsze ma się dopiero wydarzyć.
Na horyzoncie pojawia się
wreszcie ogromna ciężarówka,a na niej napis: GRAJEK. Rozglądam
się dookoła i wyczekuję momentu, gdy wreszcie ujrzę ten ogromny
samochód. Rzeczywiście, po chwili go dostrzegam. Tył uniesiony
zdecydowanie wyżej, niż ma to miejsce przy zawieszeniu zwykłych,
miejskich autek. To jest prawdziwa bestia, zielono-czarny władca
nierównych nawierzchni.
Po chwili poznaję pana
Włodzimierza Grajka. Siedzi przy ogrodowym stoliczku, ubrany jeszcze
w szorty i pasiaste polo. Gdy nas widzi, od razu wstaje z krzesła i
wita się z uśmiechem na ustach. Siadamy dookoła stołu, ale moje
oczy zamiast na jedzenie na nim ustawione, co chwila uciekają w
stronę maszyny.
W końcu nie wytrzymuję
i podchodzę do niej na wyciągnięcie dłoni. Ma jeszcze chłodny
silnik, da się stać naprawdę blisko. Naiwnie myślę, że to
nieźle zrobione BMW X6, ale okazuje się, że z tej marki znajduje
się w aucie jedynie szyba i... reflektory.
Z przodu stosunkowo mała,
sportowa kierownica, bardzo dużo małych drążków - każdy z nich
jest za coś odpowiedzialny. Nie ma jednak czasu na zbędne
tłumaczenia. Za chwilę początek prologu. Poznaję jeszcze pilota -
Piotra Brakowieckiego.
Przemieszczam się z moim
tatą na start. Z oddali widzę unoszący się w powietrzu pył i
zagorzałych kibiców usadowionych na rozłożonych leżaczkach.
Widzę startujący kład, czuję emocje, które unoszą się w
powietrzu i pierwszy raz w życiu myślę: Boże, jak dobrze, że
mam przed sobą jeszcze całe życie!
Wreszcie
na horyzoncie pojawia się i ekipa numer 104 - Grajek/Brakowiecki.
Grzeją maszynę do startu i w końcu ruszają! Jest obok mnie żona
kierowcy - pani Kasia. Trzyma mocno zaciśnięte kciuki za męża,
czujnie obserwuje trasę, po jakiej porusza się auto. Ekipa znika w
tumanach kurzu i bardzo długo się nie pojawia. Grupka kibiców
dookoła mnie zaczyna nerwowo szeptać. Samochód pojawia się
wreszcie na nowo, ale pani Kasia szybko wyrokuje - dachowali.
Patrzymy
z niedowierzaniem w jej stronę, ale nie ma czasu na dalsze domysły
- auto pędzi z niebywałą prędkością. Ekipa próbuje odrobić
stracony czas, lecz tuż za nimi pojawiają się następni zawodnicy.
Drużyna
numer 104 wreszcie znika za drzewami i pędzi w kierunku mety.
Wszyscy cofamy się do bazy, niesamowicie ciekawi tego, co się
wydarzyło na trasie. Towarzyszy nam i niemałe przerażenie, co
będzie z drużyną dalej w klasyfikacji, bowiem wszystkie inne ekipy
przejechały trasę bez zbędnych, utraconych minut.
Podchodzę
wreszcie do auta. Przednia szyba zbita u góry, prawy bok (ten od
strony pilota) mocno wgnieciony. Wszyscy jeszcze nie wiemy, co tak
naprawdę się wydarzyło. Wyobraźnia szaleje, emocje sięgają
zenitu.
W
końcu się dowiadujemy: rolowali. Trzy razy. Na stronę pilota. Mój
tata podchodzi do pilota i pyta, co się naprawdę stało. Okazuje
się, że... za mocno weszli w zakręt. Podobno pilot na trasie
chciał się wypinać i kończyć etap, kierowca go jednak umiejętnie
przekonał, by jechali dalej. Niestety, już nie wiem, jak do tego
doszło, ale podejrzewam, że... po prostu zdecydowanie ruszył. To
wystarcza, z powodzeniem.
To niesamowite, że względem lidera (Zapleta/Momot) stracili tylko 16 sekund.
To niesamowite, że względem lidera (Zapleta/Momot) stracili tylko 16 sekund.
Moja
wyobraźnia (póki co), w ogóle nie umie tego pojąć, jak można
rolować i jeszcze jechać dalej. Pan Grajek ściga się dobre 15 lat
- myślę, że na tym etapie nie potrzebna jest już żadna
wyobraźnia, tutaj liczy się doświadczenie, zręczność kierowcy i
refleks pilota.










0 komentarze