o sztuce
o tym, że łódzka Filmówka nie lubi maturzystów
kwietnia 19, 2016
Siedzimy przy okrągłym stole. Ona, on druga ona i ja. Patrzymy najpierw trochę po sobie, trochę nerwowo przez ogromne okno, prawie na całą ścianę. Widać przez nie prawie cały kampus. Na dole przechodzą szczęściarze-studenci, żywo wymachując rękami.
Na przeciwko siedzi ON. Wpatrzony w długopis, który obraca w chudych, kościstych palcach. Ma na sobie kamizelkę w kolorze jesienne szarzyzny i błękitną koszulę niedbale wsuniętą pod ściśnięty pasek. Patrzy na naszą czwórkę badawczo, a w końcu zachęca nas do dalszej rozmowy.
- Proszę, powiedzcie teraz kilka słów o sobie.
- No dobrze, to może ja. Nazywam się ... i w sumie to przyjechałam tutaj z Bydgoszczy. Mam 18 lat...
- To w tym roku dopiero matura? - dopytuje prowadzący.
- Tak, niestety... Interesuję się teatrem, chyba najbardziej.
- A to będzie ci dużo trudniej... oj, zdecydowanie.
- Właśnie, słyszałam, że nie są mile widziani tutaj maturzyści - moja sąsiadka bardziej stwierdza, niż pyta.
- Haha, no nie... - mężczyzna nagle zaczyna się śmiać. - Każdego zapraszamy na egzamin, ale maturzystom jest trudniej, to fakt. Zdarzają się jednak wyjątki, że taki kandydat dostaje się już po maturze!
- A pani? - zwraca się w końcu do mnie.
- Nazywam się Julia Hebdzyńska i jestem studentką trzeciego roku filologii polskiej. Kończę właśnie pisać swój licencjat. Dlaczego wybrałam ten kierunek? Dopiero w liceum zrozumiałam, że naprawdę chcę tworzyć. Mam dosyć akademickiego podejścia do człowieka, tej sztuczności i powierzchowności. Szukam drogi, która pozwoliłaby mi na więcej ekspresji, na lepsze przedstawienie tego, co czuję. - wygłaszam na jednym tchu mój manifest.
- Czyli kończy pani trzeci rok. A przepraszam, ile masz lat?
- Dwadzieścia jeden. - odpowiadam dumnie.
- Czyli jesteś potem wolna? - dopytuje.
Patrzę na niego lekko zdziwiona, ale z najsłodszym uśmiechem na ustach odpowiadam:
- No mam nadzieję, że już niedługo nie.
- W sensie chodziło mi o to, że nie idziesz tam na magisterkę?
- Absolutnie nie. - stawiam kropkę nienawiści dla polonistyki i kończę tym samym swoje wielkie "5 minut".
Po kilku minutach do pokoju wpada spóźniony chłopak. Z jego słów dowiaduję się, że kończył dziennikarstwo, mieszkał w Toruniu, gdzieś tam i teraz w Łodzi. Jest mu bardzo przykro, że się spóźnił i prosi o powtórzenie przekazanych nam informacji, które go ominęły. Prowadzący uznaje, że mu się nie chce. Nic dziwnego. Ja się nie dziwię, chłopak może i owszem. Mówi, że gdzieś tam "nie przyszłem", czegoś tam nie wygrał, gdzieś nie wzięli jego pracy. Czeka go długa droga, mówi. Pyta potem, czy może jest coś szczególnie mile widziane na egzaminie. Prowadzący odpowiada, że nie będzie z nim rozmawiał na takie tematy. Nic dziwnego, chłopak jeszcze trochę jest zdziwiony, ale w momencie, gdy dowiaduje się, że jego tekst nie będzie konsultowany, poddaje się. Chyba na marne się spóźniał, biedaczek.
Wniosek: Filmówka może i nie lubi maturzystów, ale chyba bardziej nie znosi grafomanów, ludzi kaleczących język polski i zamknięcia. Zamknięcia wręcz podwójnie.










0 komentarze