o tym, jak pojechałam na zlot klasyków porsche

Stosunkowo długo nie musiałam o to prosić taty. Zapytałam raz, powiedział mi, że to męska impreza. Za kilka dni zapytał z kolei on, czy nad...

Stosunkowo długo nie musiałam o to prosić taty. Zapytałam raz, powiedział mi, że to męska impreza. Za kilka dni zapytał z kolei on, czy nadal chcę jechać. Chciałam i pojechałam. Gdyby w życiu wszystko przychodziło tak łatwo, jak to szczęście z tego wyjazdu...



Dojechaliśmy na miejsce dość szybko. Dość bardzo szybko, wiadomo. Widok pięciu pędzących porsche w blasku słońca, które co chwilę skrywało się za kłębiącymi się chmurami - bezcenny. Jednak bezcenne chwile dopiero miały tak naprawdę nadejść.

Dojechaliśmy na miejsce w piątkowe popołudnie. Kilka minut na doprowadzenie się do wyglądu po podróży i czas zobaczyć pozostałe cacka. Znaleźliśmy się pod Hotelem Relaks. Na parkingu czekały na nas już pozostałe "porszawki", a co kilka minut na horyzoncie pojawiały się kolejne, coraz to ciekawsze egzemplarze.

Spacerowałam od jednej maszyny do drugiej. Szeroki uśmiech nie schodził mi z ust. Już czułam, że wycieczka do Czech zaplanowana na następny dzień, będzie czymś niesamowitym.
Po godzinie 20:00 zasiadłam do stołu z pozostałymi, dziewięcioma facetami. Do moich uszu dolatywały coraz to nowsze nazwy aut, modeli i ich osiągów. Sączyłam Coca-Colę i czerpałam z tego wieczoru jak najwięcej. Co kilkanaście minut na stół wjeżdżał nowy Walker, a pan Darek podsuwał kolejne opakowania Lajkoników.
Warszawę zostawiłam w całości w Warszawie. Nie wyszła mi nawet nauka do egzaminów. Nie żałuję. Z balkonu patrzyłam na szczyty gór, i pomimo tego, że nie przepadam za wyżynnym krajobrazem, poczułam magię Sudetów i zrozumiałam w jednej chwili, o co chodziło Witkiewiczowi i Chałbińskiemu.

Następnego dnia rano nie było czasu na długie spanie. Szybkie śniadanie i w drogę - Czechy i Skalne Miasto na nas czekały!
Kręte, górskie dróżki i niesamowite widoki towarzyszył nam - rzecz jasna - przez całą podróż. Systematycznie miałam zatykane ucho, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Patrzyłam przez małe okienka 911 Carrera 4S i nie mogłam się doczekać, aż wreszcie znajdziemy się na miejscu. Po drodze dopadł nas lekki deszcz, a po przekroczeniu granicy polsko-czeskiej... wszystko jakby się zmieniło. 






Zupełnie inne wzniesienia, zupełnie inny klimat miejsca. Wsie, które po drodze mijaliśmy, wyglądały, jakby zupełnie nikt tam nie mieszkał. Lokalsi nie koczowali pod sklepem monopolowym, a psy nie obszczekiwały przejeżdżających. Cisza. Jakbyśmy znaleźli się w Czarnobylu, a nie w jednej z czeskich wiosek.

Wiele czeskich aut stało tam jeszcze na czarnych rejestracjach. Tata wytłumaczył mi, że pewnie Czesi nie handlują tak często samochodami, jak my, Polacy, więc jeśli jakiś model trafi do rodziny, jest eksploatowany aż do "śmierci"; nikt nie myśli o zmianie auta po trzech, czterech latach użytkowania.

Gdy dojechaliśmy na miejsce, Skalne Miasto przechodziło właśnie oblężenie niemieckich turystów i grupy harleyowców. Toaleta płatna 5 koron czeskich zmusiła nas do skorzystania z miejscowego kantora. Nikt nie chciał tam nawet słyszeć o złotówkach!

Skalne Miasto jest naprawdę piękne!

Wieczorem, w Karpaczu, czekała na nas impreza z DJem, który czytał książkę za konsoletą, i pyszny obiad, który w oka mgnieniu zniknął ze stołów.
Niedziela przywitała nas słonecznie! Pałac Wojanów ugościł prawie 30 aut i dał się właścicielom nacieszyć widokiem ich maszyn w pełnej okazałości. Wszystko, co dobre, szybko się kończy... Około godziny 12:00 przyszło nam wracać do Warszawy. 





Z tego wyjazdu wyciągnęłam wiele wniosków. Jednym z nich jest ten, mówiący o tym, że jestem w stanie przesiadywać w męskim gronie i słuchać o autach w nieskończoność. Piłam, co prawda, bezalkoholowe napoje, jednak percepcję miałam wprost idealną!
Drugi wniosek: chcę iść dalej w tym kierunku. Nieważne: budżet, nie budżet. Dam radę, choćby nie wiem co! Czuję, że to mnie kręci, to mnie podnieca i nie ma bata, żebym tak szybko i łatwo z tego zrezygnowała.
Chcę jeździć autem nie tylko po drogach miejskich, szybkiego ruchu czy ekspresowych. Chcę czerpać z jazdy jak najwięcej i bawić się, bawić się umiejętnościami, które czas wreszcie posiąść. Praktyka czyni mistrza! 


You Might Also Like

0 komentarze