o świecie
o tym, jak pojechałam na zlot klasyków porsche
czerwca 18, 2016
Stosunkowo długo nie musiałam o to
prosić taty. Zapytałam raz, powiedział mi, że to męska impreza.
Za kilka dni zapytał z kolei on, czy nadal chcę jechać. Chciałam
i pojechałam. Gdyby w życiu wszystko przychodziło tak łatwo, jak
to szczęście z tego wyjazdu...
Dojechaliśmy na miejsce dość szybko.
Dość bardzo szybko, wiadomo. Widok pięciu pędzących porsche w
blasku słońca, które co chwilę skrywało się za kłębiącymi
się chmurami - bezcenny. Jednak bezcenne chwile dopiero miały tak
naprawdę nadejść.
Dojechaliśmy na miejsce w piątkowe
popołudnie. Kilka minut na doprowadzenie się do wyglądu po podróży
i czas zobaczyć pozostałe cacka. Znaleźliśmy się pod Hotelem
Relaks. Na parkingu czekały na nas już pozostałe "porszawki",
a co kilka minut na horyzoncie pojawiały się kolejne, coraz to
ciekawsze egzemplarze.
Spacerowałam od jednej maszyny do
drugiej. Szeroki uśmiech nie schodził mi z ust. Już czułam, że
wycieczka do Czech zaplanowana na następny dzień, będzie czymś
niesamowitym.
Po godzinie 20:00 zasiadłam do stołu
z pozostałymi, dziewięcioma facetami. Do moich uszu dolatywały
coraz to nowsze nazwy aut, modeli i ich osiągów. Sączyłam
Coca-Colę i czerpałam z tego wieczoru jak najwięcej. Co
kilkanaście minut na stół wjeżdżał nowy Walker, a pan Darek
podsuwał kolejne opakowania Lajkoników.
Warszawę zostawiłam w całości w
Warszawie. Nie wyszła mi nawet nauka do egzaminów. Nie żałuję. Z
balkonu patrzyłam na szczyty gór, i pomimo tego, że nie przepadam
za wyżynnym krajobrazem, poczułam magię Sudetów i zrozumiałam w
jednej chwili, o co chodziło Witkiewiczowi i Chałbińskiemu.
Następnego dnia rano nie było czasu
na długie spanie. Szybkie śniadanie i w drogę - Czechy i Skalne
Miasto na nas czekały!
Kręte, górskie dróżki i niesamowite widoki towarzyszył nam - rzecz jasna - przez całą podróż. Systematycznie miałam zatykane ucho, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Patrzyłam przez małe okienka 911 Carrera 4S i nie mogłam się doczekać, aż wreszcie znajdziemy się na miejscu. Po drodze dopadł nas lekki deszcz, a po przekroczeniu granicy polsko-czeskiej... wszystko jakby się zmieniło.
Kręte, górskie dróżki i niesamowite widoki towarzyszył nam - rzecz jasna - przez całą podróż. Systematycznie miałam zatykane ucho, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Patrzyłam przez małe okienka 911 Carrera 4S i nie mogłam się doczekać, aż wreszcie znajdziemy się na miejscu. Po drodze dopadł nas lekki deszcz, a po przekroczeniu granicy polsko-czeskiej... wszystko jakby się zmieniło.
Zupełnie inne wzniesienia, zupełnie
inny klimat miejsca. Wsie, które po drodze mijaliśmy, wyglądały,
jakby zupełnie nikt tam nie mieszkał. Lokalsi nie koczowali pod
sklepem monopolowym, a psy nie obszczekiwały przejeżdżających.
Cisza. Jakbyśmy znaleźli się w Czarnobylu, a nie w jednej z
czeskich wiosek.
Wiele czeskich aut stało tam jeszcze
na czarnych rejestracjach. Tata wytłumaczył mi, że pewnie Czesi
nie handlują tak często samochodami, jak my, Polacy, więc jeśli
jakiś model trafi do rodziny, jest eksploatowany aż do
"śmierci"; nikt nie myśli o zmianie auta po trzech,
czterech latach użytkowania.
Gdy dojechaliśmy na miejsce, Skalne
Miasto przechodziło właśnie oblężenie niemieckich turystów i
grupy harleyowców. Toaleta płatna 5 koron czeskich zmusiła nas do
skorzystania z miejscowego kantora. Nikt nie chciał tam nawet
słyszeć o złotówkach!
Skalne Miasto jest naprawdę piękne!
Wieczorem, w Karpaczu, czekała na nas
impreza z DJem, który czytał książkę za konsoletą, i pyszny
obiad, który w oka mgnieniu zniknął ze stołów.
Niedziela przywitała nas słonecznie!
Pałac Wojanów ugościł prawie 30 aut i dał się właścicielom
nacieszyć widokiem ich maszyn w pełnej okazałości. Wszystko, co
dobre, szybko się kończy... Około godziny 12:00 przyszło nam
wracać do Warszawy.
Z tego wyjazdu wyciągnęłam wiele
wniosków. Jednym z nich jest ten, mówiący o tym, że jestem w stanie przesiadywać w
męskim gronie i słuchać o autach w nieskończoność. Piłam, co
prawda, bezalkoholowe napoje, jednak percepcję miałam wprost
idealną!
Drugi wniosek: chcę iść dalej w tym kierunku. Nieważne: budżet, nie budżet. Dam radę, choćby nie wiem co! Czuję, że to mnie kręci, to mnie podnieca i nie ma bata, żebym tak szybko i łatwo z tego zrezygnowała.
Drugi wniosek: chcę iść dalej w tym kierunku. Nieważne: budżet, nie budżet. Dam radę, choćby nie wiem co! Czuję, że to mnie kręci, to mnie podnieca i nie ma bata, żebym tak szybko i łatwo z tego zrezygnowała.
Chcę jeździć autem nie tylko po
drogach miejskich, szybkiego ruchu czy ekspresowych. Chcę czerpać z
jazdy jak najwięcej i bawić się, bawić się umiejętnościami,
które czas wreszcie posiąść. Praktyka czyni mistrza!









0 komentarze